Generalnie blog o wychodzeniu z matrixa i o wielu innych rzeczach. Przyjemnych i nieprzyjemnych. W sumie nie wiem o czym, o zmianie, o życiu, o odchudzaniu, o polityce trochę, o nadziejach i w ogóle całym tym misz-maszu.
sobota, 31 lipca 2010
To już zaraz... :(

Za dwie godziny przyjeżdża  mój ex i zabiera córkę na dwa tygodnie na wakacje... Nie wiem jak sobie dam radę, jestm mi ciężko, nie chcę jej puścić (ja wiem, to absurdalne), ale ona jest taka mała, dopiero 4,5 roku ma...

Strasznie się denerwuję, martwię, że tam będzie jej źle i w ogóle. Nic pewnie się nie stanie, ale nic na to nie poradzę, już za nią tęsknię... wraca w niedzielę 15 sierpnia koło 16. I to jest najwazniejsza data do jakiej odliczam.

wtorek, 27 lipca 2010
Samotność...

Zastanawiam się ostatnio ile osób tak naprawdę jest samotnych.

Niekiedy nawet żyjąc w związku, mówię o tych mało udanych, ludzie są samotni.

Znacie to uczucie? Nie móc się do kogoś przytulić. Nie mieć nikogo, kto by po prostu poklepał z czułością po plecach. Chyba zbyt długi czas już mi kogoś brak.

Oglądałam fajny film, komedię z J.Lo. "Plan B". I tam zostało to fajnie jakoś ujęte, taka radość z tego, że ktoś po prostu jest. A może mi się już pierdzieli we łbie i tak mi się tylko wydawało.

W każdym razie ja też bym chciała tak po prostu z kimś żyć, móc się przytulić o dowolnej porze dnia (lub nocy). Mieć kogoś, kto zapyta co się stało, kiedy jestem smutna. Kto powie "hej, co będziemy się nudzić w chacie, chodźmy na spacer". Kto położy się ze mną, włączy... no nie wiem, taniec z gwiazdami czy jakiś kabaret i pośmiejemy się razem. Tak po prostu.

Moje jakieś pragnienia rekompensuje mi dziecko, ale to przecież nie to samo. Ona wielu rzeczy nie rozumie, poza tym mnie potrzeba bliskości innej, czułej. Dziecko tego matce nie da, od tego jest matka.

Jestem więc samotna... i żyję marzeniami, że to się wkrótce zmieni...

poniedziałek, 26 lipca 2010
Od dzisiaj 20 dni do czegoś :)

Do kilku rzeczy. Do powrotu mojej córki z wakacji z ex'em, do rozpoczęcia moich wakacji z  dzieckiem. Do końca diety. Do (mam nadzieję) zmiany sytuacji zarówno finansowej jak i mieszkaniowej. Powinno się coś ruszyć.

Tymczasem zastanawiam się nad pracą przedstawiciela handlowego marki jednego z napojów energrtyzujących. Dodam, że na północy ta marka przedstawiciela nie ma. Jeśli warunki są do przyjęcia, to pewnie się tym zajmę.

Zamierzam zmienić swoje życie, na lepsze - tylko i wyłącznie. Założyłam firmę, nie przynosi ona dochodów, bo nic się z nią nie dzieje, więc przynosi tylko straty. Aktualnie jestem w olbrzymim dołku finansowym. Niestety. Jednakże jak się zmieni sytuacja - chcę otworzyć co najmniej jeden punkt przedszkolny w Gdańsku. Tego jest stanowczo za mało, a dzieci sporo. Sektor jest wciąż nienasycony, mam szansę się wybić i mieć full obsadę.

Dodatkowo planujemy ze znajomymi pewien ruch... ale to cicho sza.

Tymczasem zaprawszam wszystkich chcących dotrzeć do szerszej publiczności na Wolne Pióra, portal dla publicystyki bez cenzury - http://wolnepiora.pl

Szczególnie poszukiwane są panie :) Wciąż nas tam za mało, naszego kobiecego spojrzenia.

 

 

poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Święta...

Co za bezsens, po cholerę sie odchodzac jak nadchodzą święta?

Każdy je i w sumie co tu sobie odmawiać, jak niektóre potrawy są raz na rok...

To dość nieprzyjemne no ale cóż...

W związku ze świątecznym obżarstwem nie dało rady utrzymać osiagniętego spadku wagi :)

Ale ale, nic straconego. Jutro już niestety powrót do diety... kiedyś to się skończy w ogóle?

Czasami wydaje mi się, że osoby grubsze (te, którym to przeszkadza oczywiście - grubasów z wyboru nie uwzględniam) mają całe życie dietę... I to jest raczej smutne.

 

sobota, 20 marca 2010
10 dni głodówki.

Od dzisiaj do 29 marca głodówka.

Codziennie uzupełnię wpisik wieczorem.

 

20: samopoczucie w porządku,

21: j/w głodna jestem, ale do wytrzymania

czwartek, 11 marca 2010
Dzień po.

BMI: 31.13

Rusza się, po głodówce lepsze samopoczucie jest nastepnego dnia, bo wczoraj wieczorem to już toskyny we krwi pływały i głowa bolala, ale szybciej sie położyłam i extra rano. Dzisiaj leciutko i jutro też. Coś małego trzeba skonsumować.

Kupiłam sobie chlebek z ziarnami - zrobię z twarożkiem i do tego sok z marchwi. Tak na dobry poczatek dnia :)

środa, 10 marca 2010
Dziś głodówka

BMI: 31.44, ciut mniej po dwóch ledwo dniach, zawsze coś.

Od wczoraj od 18 głodówka, sama woda. Dziwią mnie nadal pytania róznych osób: "No ale co - NIC nie jesz?" No. "Ale co - ale herbatę można?" Nie. "No to co Ty jesz????"

Bajer nie? Inteligencja.

 

poniedziałek, 08 marca 2010
No to zaczynam.

Zaczynam od dwóch tygodni na diecie <1000kcal.

Jem co chcę do 1000 na dzień, zakaz jedzenia po 18. Cukier z kawy i herbaty się wlicza OCZYWIŚCIE.

Plus - 2xtyg. głodówka dla oczyszczenia organizmu. Myślę w tym tygodniu będzie to środa i sobota.

Także teraz dwa dni po prostu mniej jedzenia. Trzymać kciuki.

Aha - BMI 31.72

 

 

niedziela, 07 marca 2010
No w końcu!

Mam motywację. Zaraz zaglądam do was dziewczyny, może przez ten czas co mnie nie było wy juz pochudłyście i tylko ja zostałam w tyle?

W każdym razie zaglądnęłam sobie na forum dietowe... masakra :)

Tekst dnia: "wczoraj weszłam na  wagę i ujrzawszy 131kg NAGLE postanowiłam że to koniec i musze schudnąć". No - ona "nagle" zaczęła ważyć 131kg. Szok co? Ja bym poszła do lekarza i z reklamacją do dostawcy jedzenia :)

No tak czy inaczej - mam motywację, mianowicie coś tam się w maju poza moimi urodzinami będzie działo, i na tę okazję chcę pochudnąć :)

Nie powiem jaki mam plan bo tylko wrzaski że coś tam, więc lecę po swojemu.

Ale wypiszę motywacje:

1. Majowe wydarzenie.

2. Urodziny w maju.

3. Schudnąć po swojemu skutecnie jak kiedyś i pokazac przyjaciółce, że można i bez rocznej diety.

4. Wyglądać jak prawdziwa prezes a nie jakaś bźdźiągwa z ulicy.

5. Make my friends proud.

6. Czuć się dobrze.

7. W końcu nosić zajebiste ciuchy czekające dwa lata aż schudnę.

8. ŚCIAĆ WŁOSY! A aby to zrobić musze schudnąc, bo gruba i krótkie włosy to masakra jest.

9. Pokazać kuzynce Kasi, że można i że sie wygląda/czuje zajebiście.

10. No w końcu przestać przejmować się wyglądem!

11. I się nie wstydzić :)

12. Być super mamą dla pociechy - dawać dobry przykład dobrej NORMALNEJ sylwetki, mieć wigor i siły i BRAK TŁUSZCZU aby latać z nią po dworzu, nie wstydzić się basenu/plaży. Korzystać z życia. Teraz nie umiem. Nie do końca przynajmniej.

 

Heh, myślę że tyle styka. To i tak jest dużo. Chyba?

 

sobota, 16 stycznia 2010
BMI

Było 32.47, jest - 31,88, niewiele ale zawsze ciutkę w dół.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11

statystyka



Website counter